Janów
Podlaski dziś,
a
jutro?
Janów
Podlaski w pewnych kręgach w świecie, odbierany jest jako najważniejse
miejsce w bliżej nieznanej Polsce. Niewątpliwie jest to wąski krąg hodowców
konia arabskiego, niemniej w pewnym sensie elity materialnej świata. Dyrektor
Andrzej Krzyształowicz w okresie największych sukcesów dewizowych miał
problemy z etatami i nie tylko... Jemu
w ogromnej mierze nasza hodowla konia arabskiego zawdzięcza aż taką sławę.
Jego osobista skromność, moim zdaniem, hamowała w pewnym sensie osiągnięcia
poza hodowlane stadniny. Fatalny budynek biurowy w sensie architektonicznym
nie zdobi Wygody. W okresie tak zwanej koniunktury można było pomyśleć
o powstaniu jakiegoś centrum kulturalno-dokumentacyjnego konia orientalnego
w Polsce. Czas ten nie znalazł żadnego drgnięcia w publikacjach związanych
z tym tematem. Myślę, że lokalnie niewiele można było zdziałać przy kompletnej
bezmyślności ministerstw, między innymi nawet Ministerstwa Kultury i Sztuki.
Mając wspaniałą animalistkę rzeźbiarza Annę Dębską, znaną w świecie, można
było zdobyć się na rzeźbiarski akcent koński w miejscu pielgrzymek hodowców
i miłośników konia arabskiego. Wiem,
ze ludzie polityki kulturalnej nie mają wyobrażenia w jakim stopniu wizerunek
konia arabskiego w mniej lub bardziej uświadomionym sensie kreowany jest
przez Juliusza Kossaka. Zetknąłem się z dowodami tego w USA, Anglii, Niemczech.
Ludzie tego kręgu nie doceniają roli fotografików w popularyzacji dorobku
hodowlanego na miarę Mariana Gadzalskiego czy Zofii Raczkowskiej. Nie
pomyślano o tym problemie nigdy i nigdzie. Wreszcie,
skoro akcentuję problemy kulturalne, nie można nie zainteresować się samym
miasteczkiem Janów Podlaski. Miasteczko o bogatej i pięknej przeszłości
(Naruszewicz, Powstanie Styczniowe, ostatnia wojna) jest żenująco abnegockim
miejscem w Polsce. Jak wszędzie pijący utrudniają przejazd gości z całego
świata ciągnących do stadniny (dobrze, że cudzoziemcy nie znają ich "robaczywego"
języka). Kiedyś przy ulicy wiodącej na Wygodę była księgarnia, w której
o koniu czy Janowie nie było dosłownie nic. Oddalony o 9 km od Janowa
Konstantynów, niedawno podupadła mieścina, dzisiaj zachwyca zadbaniem,
schludnością i swoiskim klimatem. Gdzie w Janowie ślad konserwatora zabytków?
Gdzie są władze kraju gotowe zgarnąć dewizy, a nie widzące odrapanych
tynków, tęczy barw na blokach i pap na dachach ładnego ryneczku? Wspaniały
obiekt, Pałac Biskupi, jego stan świadczy o kulturze decydentów. Restauracja
nie wiem jak jest teraz, ale kilka lat temu nie odważyłbym się tam zaprosić cudzoziemca. W grocie, w której
Naruszewicz pisał Historię Polski "reprezentacja" Janowa urządziła
sobie miejsce popijaw i szalet zarazem. Trumna z jego zwłokami w podziemiach
kościoła nie zabezpieczona grozi rozpadem. Pomijam fakt, że o tej wielkiej
postaci nie ma właściwie lokalnej informacji. Trudno
mi zachować obojętność do miejsca, które tak bardzo zaważyło na moim życiu.
Jestem dumny, że było mi dane, bezpośrednio po powrocie z partyzantki
w 1945 r. - być masztalerzem w Janowie Podlaskim. Czas
wojny i okupacja niemiecka, zmusza do niekonwencjonalnych refleksji. Byłem
delegowany przez AK w Białej Podlaskiej do werbowania i zaprzysięgania
masztalerzy do AK. Dzisiaj mam pewne wyrzuty sumienia za późniejsze skomplikowanie
życia tym najlepszym Polakom wśród nich. Miałem
okazję do obserwacji. Jeszcze wtedy towarzyszył mi status dobrze zapowiadającego
się malarza z nadzieją na studia. W czasie okupacji niemieckiej ówczesny
dyrektor stadniny płk. Fellgibel brat biorącego udział w zamachu na
Hitlera oficera wydał serię kart poświęconą stadninie gdzie nawet pokazano
zaprzężoną zgodnie z zasadami, polską Bałagułę. Nigdy zresztą Polacy w
Janowie do dzisiaj tego nie uczynili, zademonstrowano ją natomiast raz
i to chyba na aukcji, wystawioną przez PSO Białka. Pewnego
razu płk Fellgibel zaprosił mnie do siebie by obejrzeć moje rysunki koni.
Pamiętam na przeciwległej ścianie, ku memu zdziwieniu, wyglądający na
oryginał Juliusza Kossaka obraz "Emir Rzewuski". Byłem zaskoczony
i dumny kiedy płk powiedział: "so schoen, wie Kossak" (tak piękne
jak Kossak). Wracam
do tamtego czasu była wojna i mimo sięgania do rezerw ludzkich dla frontu
nigdy nie było takiej ilości masztalerzy w stadninie do dzisiaj. Masztalerzy
różnych specjalizacji. Największa część ze Stada Ogierów ze stajni, której
już nie ma. Ci bodaj dwa razy w tygodniu jechali prowadzony przez dyrektora
bieg terenowy z niełatwymi przeszkodami. Było dużo wypadków, nawet koń
Fellgiebla wklinował się grzbietem w faszyny rowu melioracyjnego. Było
sporo wypadków z ludźmi. Biegi były ostre, nigdy później Janów takich
nie oglądał. Nie
wiem co się stało z ogromną ilością zaprzęgów, począwszy od mini karety,
powozów, bryczek, około 10 sulek, sań, wreszcie siatek na konie do sań
(o których dzisiaj nikt nie ma pojęcia). Była psiarnia i sokoły. Rodzi
się pytanie co z tego, w najbardziej cenionej na świecie stadninie,
jest a o ile jest, było pokazywane, używane po wojnie, w czasach gdy doszła
do jeszcze większego rozgłosu?... Czy
obecnie ktoś tam potrafi sprząc klacze arabskie do choćby wozu drabiniastego
gdyby taki był? Na jednej z aukcji pokazano ruską arbę zaprzężoną w fiordinga,
jako Zaprzęg Podlaski. Trudno było o konika polskiego. Tzw.
"Hengstparade" w 1942, 43
- kadryl sulek, ujeżdżenie, zaprzęgi (piatki, tandemy, bryczki parokonne),
sokolnicy na koniach nie tylko Niemcy świetnie prezentował się masztalerz
Pol późniejszy pracownik POZH. Wszystko to zamierało w miarę nieprzychylnej
koniom polityki PRL-u. Ale
przyszedł czas prosperity i nic się nie zmieniło. Aukcje
robione na modłę amerykańską, żałosne, jako czkawka po tamtych, nie mają
nic wspólnego z tradycją kraju, w którym tak wspaniale rozwija się hodowla
koni arabskich. Czy
dawniej Animex dzisiaj Polish Prestige nie potrafią wyciągnąć wniosków
ze scenografii "Potopu", "Pana Wołodyjowskiego", "Ogniem
i mieczem" czy wreszcie "Pana Tadeusza"? Wydawałoby się,
że w tle muzycznym polskich pokazów hodowlanych czy aukcji nie musimy
sięgać po obce wzorce, szczególnie amerykańskie. Przykre
to, że wszelkie związki z naszą kulturą są tak nieważne i wstydliwe dla
ludzi postawionych na odpowiedzialnych stanowiskach. Chyba szczytem niefrasobliwości
były szczudła na ostatniej aukcji BHP powinno nakazać karę za potencjalną
okazję do płoszenia koni. W
Anglii, USA prezentujący konie, estetycznie jednolicie ubrani potęgują
efekt pokazu. U nas od pewnego czasu masztalerze (być może nie wszyscy
potrafią jeździć konno) występują w długich porciętach, żeby chociaż dobrze
skrojonych czy uprasowanych. Buty jak Bóg dał, mogą być i adidasy. Moją
nieostrożną uwagę skomentowano kiedyś, że "kto by się męczył w butach
z cholewami"?! Nie
mogę się oprzeć aby nie wyjawić, że na przestrzeni pięciu miesięcy "w
lesie" w kawalerii, nawet w nocy nie można było sobie pozwolić na
zdejmowanie butów (ewentualność alarmu). Estetyka podania liczy się wszędzie.
Panowie hodowcy pamiętają, że nawet w PRL-u bylejakość przy prezentowaniu
koni w stadach i stadninach nie miała miejsca. Szkoda, że bylejakość ma
być naszą wizytówką do Europy. Rozumiem
fascynację westernem młodych choć jedyne co związane z końmi mogli zobaczyć
w kinie lub telewizji. Wobec tego jak to wygląda W Arizonie, czy Kalifornii
jest to karykaturalne przedrzeżnianie znakomitych niezwykle odważnych
i sprawnych jeźdźców. Ocknijmy
się! Wolno już przypomnieć sobie czasy "Trylogii", Kawalerii
Narodowej, Szwoleżerów, Ułanów Powstania Listopadowego, Ułanów Beliny
czy tych z 1920 roku, którzy dali sobie radę z niezwyciężonym Budionnym
i tych najtragiczniej zapomnianych z 1939 roku. Czas
rekonstruować własną tradycję, bo dzięki niej w dużej mierze zaistniała
sława Janowa Podlaskiego. Apeluję
o więcej dumy narodowej władz nie tylko lokalnych Janowa Podlaskiego czy
Białej Podlaskiej, ale i centralnych.
|